biseksualizm.blogspot.com
O tym, że każda normalna kobieta chce mieć faceta i jak to się ma do rzeczywistości
2010-09-05 17:05
Prowadziłam w ten weekend warsztaty w małym mieście na krańcach Polski. Warsztaty nie były związane z żadnym branżowym zagadnieniem, ale jako jeden z tematów pojawiła się dyskryminacja mniejszości narodowych, etnicznych i seksualnych. Uczestnicy rozpoczęli dyskusję dotyczącą praw mniejszości, w tym także gejów i lesbijek.
Jestem zdania, że outowanie się w takich sytuacjach nie jest dobrym pomysłem i nie chodzi tu ani o lęk, ani o urabianie uczestników własnym przykładem tolerancyjnej heteroseksualności. Chodzi o profesjonalizm - trener powinien być zawsze niezależny, łatwiej wtedy pracować nad różnymi grupowymi interakcjami.
Ale tym razem nie zachowałam się profesjonalnie. Zaczęło się od tego, że jeden z przeciwników związków partnerskich zwracając się bezpośrednio do mnie powiedział, że jego zdaniem, żadna normalna osoba, taka jak on albo ja, nie chciałaby być z osobą tej samej płci. W tym miejscu jeszcze dzielnie wytrzymałam, choć uśmiechnęłam się w duchu przypominając sobie ekstremalny poziom chcenia, dotyczący w przeszłości pewnej chudej blondyny.
Potem jednak pan powiedział, że np. kobieta, taka jak ja, z pewnością nie wybrałaby kobiety na miejsce mężczyzny, więc problem homoseksualności dotyczy tych, które nie mogą sobie go znaleźć. Tu jeszcze też wytrzymałam choć w pamięć odruchowo odtworzyła obraz mojego byłego odjeżdżającego w siną dal i mnie pozostającej z (jak mi się wtedy wydawało) tą jedyną właściwą.
No i potem pan powiedział, że gdyby homoseksualiści wyglądali tak jak on albo ja, to nie miałby nic przeciwko związkom partnerskim i sam by z chęcią za takim postulatem polobbował. No i w tym momencie już nie wytrzymałam :)
Reakcją były komentarze na sali, że teraz pan już nie ma innego wyjścia niż zorganizowanie parady równości i trochę śmiechu. Cały warsztat poszedł potem jakoś łatwiej. Ludzie się rozluźnili, więcej pracowali również w innych obszarach i jakoś bardziej osobiście zaangażowali się z warsztaty. Nadal nie uważam, żeby coming out w takich sytuacji był dobrym pomysłem, ale może dobrze, że tak się tym razem stało.
Po tym dniu jeszcze bardziej wydaje mi się, że niezwykle ważną i pilną potrzebą jest kampania edukacyjna skierowana do mediów ukierunkowana na obalanie stereotypów. Wiem, że gazety muszą czymś przykuwać uwagę czytelników, a sensacyjne tytuły i kolorowe fotki nadają się do tego najlepiej, jeżeli jednak chociaż co piąty artykuł zmieni trochę formę, to już będzie pewien postęp. Jeżeli ¾ tekstów w prasie w ciągu ostatnich kilku miesięcy zdobiona była fotkami osób trans z Europride (tych jedynych pięciu, które tam były ;)), to skąd ludzie mają wiedzieć, jak wygląda naprawdę parada równości. Jeżeli 99% nagłówków powiela schemat (geje zrobili, geje powiedzieli) to jak mamy coś zrobić z niewidzialności lesbijek? Taka forma przekazów medialnych nie dość, że nie daje rzetelnej informacji, to w istocie jest homofoniczna. Stabilizuje stereotyp, wzmacnia niechęć koncentrując uwagę na tym co najmniej akceptowane („Geje jak z obrazka,” „Geje mogą adoptować dzieci z katolickiej agencji” itd). Może warto zadbać też o to, żeby teksty nie dotyczyły tylko parad i afer związanych z mową nienawiści. W końcu organizacje pozarządowe mają dużo możliwości inspirowania mediów różnymi tematami. A jak nie kampania to może chociaż działanie takie jak to: http://www.ffr.org.pl/?p=201
http://biseksualizm.blogspot.com/2010/09/o-tym-jak-kazda-normalna-kobieta-chce.html

