coteraz.blogspot.com
270 postów później
2010-07-31 18:04

Niczym z bata szczeliły temu blogu dwa lata. OK, styknie, bo gotów jestem się zapomnieć w rymowaniu i skończy się "Panem Tadeuszem". Ale tak, tak, sentymentalny jestem, to i śledzę rozmaite rocznice, nawet jeśli nie co do dnia dokładnie.
Od dnia zero zmieniło się chyba niewiele, prócz tego że przybyło Szanownych Czytelniczek i Czytelników [zamyka pudełko z wazeliną]. A, zmienił się dizajn, ale to był dość przypadkowy ruch nakierowany głównie na to, żeby dłużej nie męczyć ócz waszych pisaniem biało na czarnym. Poza tym to czuję się jak ubogi krewny, zwłaszcza w zestawieniu z tymi, którzy szablon, czy choć paletę kolorów zmieniają co rusz - mimo że każde poprzednie przecież wystarczająco ładne i czytelne było. Cóż, widać jestem jednym z tych gejów, którym Mama Natura zapomniała dorzucić w pakiecie do orientacji co najmniej paru rzeczy: uroku, talentu tanecznego, miłości do Madonny i zmysłu estetycznego właśnie.
Jak się głębiej zastanowić, to chyba w ostatnich miesiącach więcej jest notek kochanopamiętniczkowych. Nie wiem, czy z braku pomysłów na inne tematy, czy to raczej efekt uboczny regularnych wizyt w gabinecie dość przewrotnie niewyposażonym w "przysłowiową" kozetkę. Realizacja kilku projektów - m.in. "Lubienie się", "Poznawanie ludzi jest łatwe", "Coming out rodzinny" pod zbiorczym tytułem "Pan Maciek zmienia swoje życie" jest w oczywisty sposób niemożliwa bez podróży przez prywatny wewnętrzny gabinet strachów. Że dodatkowo w tym tygodniu inżynierka mej duszy ma wolne, to sorry, wywnętrzę się wam, oszczędzając podwójnie, no bo przecie nie uiszczę.
Bloga założyłem z czysto egoistycznych pobudek. Fajnie jest mieć miejsce, gdzie można sobie pomarudzić, pokrytykować, ponawkurwiać się na świat i całą resztę, by czasem dla odmiany podzielić też czymś pozytywnym. A jak się jeszcze z reakcją jakąś można spotkać, to już szał wogle (komentarze uwielbiam pasjami - hint, hint). Nie ukrywam, że liczyłem także na nowe, zwłaszcza obiecujące, prawda, znajomości. Owszem, poznałem w blogosferze kilkoro płci wszelakiej pięknych umysłów o niezwykle dorodnym piórze, acz tylko z rzadka były to relacje na tyle intensywne, że dały radę przejść do realu. Może to efekt konieczności przepracowania najpierw wyżej wzmiankowanego podprojektu numer dwa. W każdym razie, gdyby ktoś jakieś piwo czy pięć chciał wspólnie wychylić - to po prawo jest majl. A co, poprowokujmy trochę mego wewnętrznego lenia i tchórza.
Na koniec trochę funu referralowego. Miałem w planach zrobić z tego jakąś historyjkę albo choć skomentować, ale mi się nie chciało, więc będzie sauté:
kodeks gejaprzypadkiem przyłapane lesbijeczkiidę sobie ulicą ta ra ramundur erekcjaskoczek do zagęszczania gruntuarchiwa nakryć głowy kobiet w kościelegeje to osoby z wyższym wykształceniemprzekrój ciała wężamedal za służbę w iraku gdzie jest przód?osiedlowa plotkara blogkalędarz anatomicznygeje to ładni chłopcystraszak australijskiwysłałem kilka sms i wzięło mi pieniądzepiosenka omama mamo cygańskaczy rozwodnicy dostąpią zbawieniasmaganie pupyteresa orlowski i pięciu panów lejeCiekawie też obserwuje się w statystykach fale osób poszukujących konkretnych obrazów. I tak zwykle po każdej większej imprezie sportowej wpadają tu amatorzy/amatorki wdzięków zawodniczych (i słusznie, bo często się swoimi zauroczeniami dzielę), acz w przytłaczającej większości interesuje ich/je taki czy inny sportowiec rozebrany do ostatniej niteczki. Po Mundialu całe mnóstwo internautów chciało ujrzeć Casillasa, Torresa, Fabregasa, a nawet Messiego tak jak ich Pan B. stworzył. Rozumiem, kto by nie chciał.
Żeby i po kończących się jutro Lekkoatletycznych Mistrzostwach Europy w Barcelonie jakiś ślad pozostał, oto rosyjski dziesięcioboista Aleksey Drozdov. Rywalizację ostatecznie skończył na siódmej pozycji, lecz jakoś szczególnie zapadł mi w pamięć, choć wybierać było z czego, bo wieloboiści - przez to że z musu wszechstronni - są chyba najpiękniej zbudowani wśród atletów:
Z kolei po zbrodniczym zamachu smoleńskim prawie połowę wejść stanowili chętni pooglądania sobie portretu pary prezydenckiej - kto wie czy nie ci sami od sportowych interesów, tj. zainteresowań. Wpadali tu, bo kiedyśtam cytowałem mądrości poległego śmiercią męczeńską eksprezydenta.
I jeszcze jedno obsesyjnie powtarzające się zapytanie, karmione zawartością tegoż posta. Szanowni/-e - z tego co mi wiadomo to Mike Patton gejem nie jest, choć tak przekonująco śpiewa o tzw. innej czynności seksualnej z drugim chłopem. Tak, też mi przykro.
http://coteraz.blogspot.com/2010/07/270-postow-pozniej.html




