my.opera.com-hebius-blog
Świąteczna opozycja demokratyczna.
2009-12-11 13:49

Film
Grudzień (12) 2009
Str. 60
Wszelka anarchia kapituluje przed bożonarodzeniowym tabu. Buntownicy zdejmują glany, wyciągają kolczyki z nosa i dalej wcinać uszka w barszczu.
Narodził się w naszej redakcji pomysł, by zrobić ranking najlepszych filmów świątecznych. Narodził się i na szczęście zaraz umarł, bo jeśli czegoś szczerze nie znoszę, to właśnie filmów świątecznych. Nie przepadam za westernami, ciężko trawię produkcje kung-fu, ale tylko dzieła z choinką bożonarodzeniową w tle wywołują u mnie wysypkę na łokciu i swędzenie w okolicach pachwiny. Aż wziąłem się ostatnio za samoterapię, by dotrzeć do źródeł owej niechęci.
Jakie wnioski? Ano takie, że trudno o bardziej skostniały i konserwatywny gatunek, który w dodatku nie ma żadnej demokratycznej opozycji. Wspomniane westerny doczekały się antywesternów, filmy wojenne – antywojennych, utopie – antyutopii...
A spróbujcie mi znaleźć dzieła antyświąteczne! Brak antidotum na zatrucie grzybkami, dławienie się ością z karpia, nudności po kolędach i poparzenia od rodzinnego ciepełka. Wszelka anarchia kapituluje przed bożonarodzeniowym tabu – buntownicy zdejmują glany, wyciągają kolczyki z nosa i dalej wcinać uszka w barszczu. Ateiści, postmoderniści oraz inni, którzy spędzają sen z powiek Krzysztofowi Zanussiemu, odkładają na bok lekturę Derridy czy Dawkinsa i dzielą się opłatkiem z najtwardszym betonem.
Jako że nie jestem Alfą i Omegą, Początkiem ni Końcem, sięgnąłem do krynicy wszelkiej mądrości – Internetu – z nadzieją, że może mi jednak jakieś filmy antyświąteczne wskaże. I co wyskoczyło? Jeden z portali, na przykład, uznał za dzieło obrazoburcze... „Kevina samego w domu”, którym katują nas telewizje publiczne i komercyjne w każde święta. Inny wymienił, a jakże!, „Złego Mikołaja”, bo padają tam brzydkie słowa, a główny bohater robi nieprzyjemne miny i wykazuje złodziejskie skłonności. Cóż mi jednak po komedyjkach, nawet czarnych, czy horrorach rozgrywających się w „cichą noc, świętą noc”, skoro we wszystkich tych filmach i tak na końcu triumfują tzw. tradycyjne wartości? Co to za alternatywa? Naprawdę nie przypominam sobie filmu, który kwestionowałby idee i obyczaje Bożego Narodzenia, obnażał hipokryzję kryjącą się za słodkimi pozorami. Tylko kto ma tę hipokryzję obnażać, skoro na święta wszyscy stajemy się hipokrytami? Oto jak polski dystrybutor reklamuje wydany właśnie u nas na DVD francuski film, daleki od gwiazdkowych dyr-dymałów i o raczej cierpkiej wymowie – „Świąteczne opowieści” Arnauda Desplechina: „Poznaj czarującą i wyjątkowo ciepłą opowieść, którą będziesz oglądał z najbliższymi w każde Święta Bożego Narodzenia”. Czyli i tak zawsze zostaniemy sprowadzeni do świątecznego kiczu. Może więc lepiej, by reżyserzy – dla własnego dobra – omijali szerokim łukiem tę tematykę?
Z bożonarodzeniowych szopek jestem w stanie zaakceptować sekwencję z filmu „33 sceny z życia” Szumowskiej – tę, w której co rusz przewraca się choinka, co zwiastuje rozpad rodziny dotkniętej chorobą i śmiercią. Dobrze też wspominam scenę z filmu Danny’ego DeVito „Wojna państwa Rose” – tu choinka dla odmiany płonie i już wiadomo, że nie uda się uratować ani świątecznego klimatu, ani małżeństwa głównych bohaterów. Jest także nieco zapomniany, a bardzo ciekawy kryminał Tadeusza Chmielewskiego „Wśród nocnej ciszy” według powieści Ladislava Fuksa „Śledztwo prowadzi radca Heumann”, rozgrywający się w pomorskim miasteczku lat 20. ubiegłego wieku. Świąteczną porą dzieją się tam rzeczy potworne (zabijani są mali chłopcy), a wigilijna wieczerza wzmaga nienawiść, jaką wrażliwy Wiktor czuje do swego despotycznego ojca.
Ale bez zastrzeżeń lubię tylko piosenkę (i teledysk do niej) punkowego zespołu Pansy Division zatytułowaną „Homo Christmas”. Zaczyna się tak:
„You'll probably get sweaters
Underwear and socks
But what you'd really like for Christmas
Is a nice hard cock”.
Oczywiście, przetłumaczę, bo po angielsku wszystko brzmi przyzwoicie i abstrakcyjnie. Abstrakcyjnie przyzwoicie.
„Pewnie dostaniesz na święta
Swetry, majtki i skarpety
A przecież wolałbyś
Miłego, twardego kutasa”.
Spełnienia marzeń, Kochani!
Bartosz Żurawiecki
http://my.opera.com/hebius/blog/show.dml/5363911










