szafirowy.blogspot.com
O orgazmie w próbówce
2011-06-25 17:19
Goszczą u nas znajomi Promiennego. Indianin z żoną z Rumunii. Wcześniej poznałem innych znajomych. Indianina. Mężatego. Zastanawiam się, czy istnieje jakiś klub przyjaźni z Indiami, czy coś. Chyba powinniśmy się wszyscy zapisać.
Ale ja nie o tym. Otóż udaliśmy się we czworo do restauracji. Dość niszowej, bo do drzwi trzeba było zadzwonić. Tak czy inaczej dostaliśmy się do środka i usadzono nas w oranżerii. Podejrzewam że to mój pierwszy raz z oranżerią.
Przy pierwszym daniu lekko się zaniepokoiłem - zupę podano w próbówce, a drobny fragmencik kurczaka obłożono płatkami złota. Złota, że powtórzę. Ot spróbowałem zupy i podjąłem kilka ważnych postanowień:
- nigdy więcej nic nie ugotuję. Nie jestem godzien.
- będę pościł i okładał się brzozowymi witkami
- nie będę myślał o tej zupie.
To była POMIDOROWA. Nigdy nie podejrzewałem, że pomidory mogą zrobić coś takiego z człowiekiem. Gdyby nie była w próbówce, to bym sięw niej utopił.
Potem nastąpiło sześć kolejnych dań, jak na przykład małża okadzana drzewem sandałowym, czy gałeczka lodów w szampanie. Kelner wyjaśnił, iż jest to repose. Znaczy się danie polegające na odpoczywaniu pomiędzy daniami.
Kiedy już absolutnie nic nie byłem w stanie w siebie wepchnąć przyjechały desery. Łzy wzruszenia w oczach stają mi na samo wspomnienie: naparstek lodów pistacjowych, dla którego pół plantacji pistacji musiało niechybnie oddać życie, czy też mus z płatków róży za którym byłbym skłonny pełznąć po tłuczonym szkle. Orghazm... sex, za przeproszeniem się nie umywa. Zupełnie.
http://szafirowy.blogspot.com/2011/06/o-orgazmie-w-probowce.html






