szafirowy.blogspot.com
Maj nejm iz Liz Parker and diz is łat ajw bin tinking.
2010-07-27 21:01
Tymi o to słowami powinien zaczynać się każdy pamiętnik rozdramatyzowanej nastki. Biorąc pod uwagę, iżem rozemocjonowany jak nastoletnia tchórzofretka na metaamfetaminie - są adekwatne. W ogóle, od momentu kiedy zdrapałem sobie twarz pumeksem sporo odczuwam. Wieje - boli, pada - piecze, etc. itd. Szał, nie?
Cóż, Kraków definitywnie zamknięty, na dwa dni przygarnąłem się kątem u rodziny przed ruszeniem w szlak. Na skali szaleństwa przeważa chwilowo lekki strach; końcówka stołecznego postanowiła chwycić za krtań i uścisnąć serdecznie. Od przezacnej imprezy pożegnalnej, po wieczory, kiedy Młody B. nie tylko stanął na wysokości zadania, ale wręcz wywinął nad nim frywolne salto. No dobra, wieczór wśród świec z gitarą i winem który odstawiłem wcześniej mógł zmotywować.
Hu-ha. Wdech, wydech. Da radę i będzie dobrze. Jak może być inaczej? Z resztą w najgorszym razie zostanę szalonym bezdomnym i będę straszył dzieci. Zawsze to jakiś plan na życie. Tylko jeszcze uskaczę cztery lata dobytku na małym poddaszu, spakuje lekki plecak i pojadę. Hen. Het. Jak dowiem się po co, to na pewno napiszę.
PS. A! Ja już na prawdę nie mieszkam w Krakowie?!
http://szafirowy.blogspot.com/2010/07/maj-nejm-iz-liz-parker-and-diz-is-at.html






