szafirowy.blogspot.com
Dzien 28 - Arzua : Santiago (41 km)
2010-08-25 20:01
Ach, Arzua... bylem tu dwa lata temu, patemietam wszystkie katy... W tym miescie lacza sie trzy szlaki Camino, co owocuje strasznym tlumem. Nie bez znaczenia jest tez fakt, ze snajduje sie ono w obrebie feralnych 100 km. Dlaczego feralnych? Otoz bulla papieska kazdy pielgrzym ktory przejdzie pieszo ostatnie 100 km przed Santiago moze otrzymac Compostellane, a po dopelnieniu dalszych obzedow - odpust zupelny (w roku swietym, gdy odpust w Santiago przypada na niedziele), badz czesciowy (w pozostale lata).
Skutkiem tego Camino ze spokojnej i lekko natchnionej trasy zamienia sie w zatloczony wyscig o lozka. Tak bylo i tym razem - pierwszya osoba w schronisku wstala o 5:30, w innych ponoc juz od 2:30. Wstala, zapalila swiatlo i poczela sie pakowac. Zen. Od tego momentu reszta wpadla w lekki poploch i tyle bylo widac dalszy sen. Zen. Spokojnie lezalem sobie i przegladalem prase, ktorej i tak nie rozumiem, czekajac az skonczy sie cale zamieszanie. Gdy ostatnie osoby wychodzily, akurat zabieralem sie za sniadanie. "Doczytalem" prase, po czym spokojnie i metodycznie zaczalem lekkim marszem wyprzedzac wszystkie osoby targajace sie od bladego switu. 800km kondycji robi swoje.
Wr... nie lubie Santiago. Jest sztjuczne. Nie czuje w nim nic z duchowosci szlaku. Ludzie zabijaja sie o kawalek papieru, wysylaja plecaki taksowkami by szybciej isc, badz tez sami nimi jada. Wszedzie petaja sie jarmarczne pamiatki...
Wbrew pierwotnym planom poszedlem prosto do miasta nie zatrzymujac sie w Monte do Gozo. Dzieki temu posiedzialem troche z zapoznanymi wczesniej niemcami. Z tej tez okazji spoznilem sie do schroniska, gdzie mialem swoj caly, acz skromny, ziemski dobytek i skonczylem spiac na podlodze w hotelu u wzmianowanych niemcow. Szau.
http://szafirowy.blogspot.com/2010/08/dzien-28-arzua-santiago-41-km.html






