O Eurydyce
O wątpliwościach
O fluktuacjach
Wrogowie naturalni
O planowaniu
Na. Pomoc!
O orgazmie w próbówce
O uspołecznieniu
O podstawach
Biały Talerz
2011-04-18 19:54
Troszkę opóźniony jestem w pisaniu, przynajmniej o trzy notki. Przypuszczam, że o jednej to już w ogóle zapomniałem. To wszystko przez to że nie rozmawiam z Promiennym. Wrócił wreszcie po dwóch tygodniach i nie wiem o co chodzi, ale zupełnie nie mamy czasu na rozmowy.
Kiedy pojechał postanowiłem trochę wtopić się w tłum i poudawać Brytyjczyka. Z tej okazji zabrałem się za tradycyjne i nietrudne ciasto - flapjacka. Niestety okazało się, że flapjack jest tak brytyjski jak Sir Arthur Conan Doyle. ...

2011-04-07 20:31
W niedzielę mam zamiar rozprawić się z Flapjackiem. Ciatko takie, niemal tak brytyjskie jak Chicken Tikka Masala (odpowiednik naszego schabowego, jeżeli chodzi o popularność w brytyjskiej kuchni).
Nim do tego dojdzie, chciałem przedstawić sposób na szparaga. Tradycyjnie podaje się go a la Polinaise, a tak przynajmniej mianują go Francuzi. Podanie tradycyjne nie jest trudne - gotujemy, polewamy przyrumienioną na masle tartą bułką.
Inna metoda, którą ostatnio złapałem to grill. Potrzebujemy pa...
2011-04-06 21:40
Mówiłem już nie raz, że myślę. Generalnie nie staram się zbyt często, bo to w życiu przeszkadza, ale jednak czasem. Ostatnio poruszył mnie wiekizm. Wiemy wszyscy, że generalnie po trzydziestce jedyne co można zrobić do wyheblować sobie trumnę i dać się pochować. Przynajmniej wedle wszystkich rzekomo atrakcyjnych młodzianów.
Pomijając fakt, ze czuję już - bardzo dosłownie - oddech trzydziestki na karku, zastanawiam się ile życia nam to wycina. W sensie, na ile się międzypokoleniowo nie rozumiemy...
2011-04-04 21:28
Nawiążę sobie jeszcze do przedostatniej notki. Jak zwykle nie potrafię się cieszyć porządną depresją, szanować z trudem wyhodowanej melancholii czy też po prostu mieć prozaicznego doła.
Tak sobie siedziałem w sobotni wieczór, nie mając planów co by z nim zrobić i się odezwałem. Ha, Odezwałem, biorąc pod szczególne okoliczności przyrody. Mianowicie zstąpił na mnie niewątpliwie duch święty i przemówiłem w językach. A dokładnie po Hiszpańsku.
Duch święty niewątpliwie wstąpił we mnie z połowy but...
2011-04-02 11:18
Mam taki mały sekret. Właściwie to właśnie się dowiedziałem że mam sekret, bo nigdy sprawy nie trzymałem w tajemnicy. Otóż, mes cheurs, mam coś jakby sobowtóra. Dzisiaj jeden z odleglejszych znajomych, podobnie do Promiennego - Indianin, postanowił znaleźć mnie na Skypie. Coż się zatem stało...
Otóż jest nas dwóch. Te same personalia (od miana po wiek), przez wiele lat - to samo miasto, niemal identyczna praca, bardzo podobne adresy pocztowe (tak, czasami przesyłamy sobie zagubione maile). Da s...
2011-03-31 22:40
Sodomna i Gomoria! Ba, żeby sodomia aby, to przynajmniej byłoby trochę rozrywki. A tu nic. Promienny zebrał manatki i pojechał odwiedzać rodzinę. Na jakieś TRZY TYGODNIE! No ja się pytam, kto normalny jedzie odwiedzać rodzinę na trzy tygodnie?! Jak sobie dobrze przypomnę to mój osobisty rekord wynosi jakieś 72 godziny i - powiedzmy sobie szczerze - jak się cieszyli że przyjechałem, to jeszcze bardziej się cieszyli jak wyjechałem.
I ja tu teraz taki samiuśki siedzę, że prawie mi jest siebie żal...
2011-03-26 20:56
Dziś z rana obudziłem się o 7:30 radośnie potrząsany przez małą kuleczkę szczęścia znaną jako Promienny. Chciał porozmiawiać. Jako że wstrząsanie nie przynosiło porządanych efektów (czynny udział w konwersacji) postanowił mi przyłożyć do pleców swojego laptopa. Pięknego, metalowego laptopa. Zimnego laptopa.
Jakby momentalnie światło rozjaśniło me oczy. Czerwone. W tle zaczęły drzeć ryje niewiniątka, a anielskie fiszharmonie... Nieważne. Przyniósł potem kawę i ma wszystkie kończyny. Jak na razie...
2011-03-17 22:21
Ten cały aktywny tryb życia to mnie wykończy. Bo wspominałem pewnie, że się obłapiam z różnymi chłopcami na branżowym jujitsu, prawda? Przeplatam to sobie też siłownią i czasem językami, acz to już inna bajka.
Tak czy inaczej o ile jujitsu jest ogólnobranżowe to przychodzą raczej chłopcy. Albo panowie. Zdarzy się jednak że czasem przyjdzie jakaś - o zgrozo - lesbijka. Spodziewałby się człowiek, że przyjdzie lesbijka porządna, z długimi zębami i żująca tytoń.
Ha! Chyba że jest to krucha blondyn...
2011-03-11 11:45
Dorobić się bogactwa – rzecz niełatwa. Chyba, że duchowego bo w tutaj ponoć wystarczy czytać Coelho i umieć znacząco milczeć. Materialnie natomiast jest trudniej, a o ile trudność ta w przypadku jednostki jest znaczna, to w przypadku zbiorowości skala musi rosnąć tym bardziej.
Niewątpliwie niektórym się udaje i myślę, że warto tutaj uczyć się na cudzych błędach, a tym lepiej – sukcesach. Jak wiemy Wielka Brytania być może nie jest krajem miodem i mlekiem płynącym, ale średnio jest tu bardziej ...
2011-03-07 19:46
No to poleciałem do Krakowa. Przyznaje się - w zdrożnym celu. Miałem ambitny plan nadrobić sobie zaległości w imprezowaniu się, prowadzaniu się (niecnym) i w ogóle wszelakich bezeceństwach* którym dawno się już nie oddwałem
Było bezbłędnie. Trzy noce, cztery imprezy. Debiut w habicie i na wysokim obcasie. Na raz. Plus cała masa pomniejszych spotkań. A teraz - wyłbym. Nie wypada, nie? Ale ostatni raz to mi się zrobiło tak nostalgicznie jak wywieziono mnie za Odrę i przetrzymywano chwilę dłuższą....