O Eurydyce
O wątpliwościach
O fluktuacjach
Wrogowie naturalni
O planowaniu
Na. Pomoc!
O orgazmie w próbówce
O uspołecznieniu
O podstawach
Biały Talerz
2011-02-27 20:43
Poniższa notka zdecydowanie nie nadaje się dla wegetarian. Serio.
Promienny ostatnio obudził mnie kostką lodu. Równie dobrze można iść sobie poskakać po zamarziętej rzece. Jak on to przeżył, to nie wiem, acz rokuje to na przyszłość w miare nieźle. Chyba że będzie kontynuował zbliżone zagrania. Wtedy "póki smierć nas nie rozłączy" może mieć miejsce jeszcze tej wiosny.
Postanowiłem zatem podejść bestię na sposób i zemścić się subtelnie - na żur. Mina osoby wychowanej w kulturze dość wegetariańsk...
2011-02-18 12:54
Miałem w sumie napisać o ciekawym daniu - makaronie z czerwoną kapustą. Nie napiszę, acz nadmienię że przepis ciekawy, choć następnym razem przyrzadzę go bardziej na pikantnie, niż slodko. Planowałem też spisać przepis na muffinki krówkowo-miodowe z jagodami, ale tego też nie zrobię. Warto tylko zauwazyć, će nie są to najlżejsze muffinki jakie jadlem (choc smakuja nad wyraz dobrze, szczególnie od trzeciego dnia wzwyż).
Ot, dopadł mnie zbieg okoliczności. Poszedłem ja sobie z Eru na odrobine win...
2011-02-11 08:19
Przysadka mi się zmęczyła. I podwzgórze też. Skończyły wydzielać te małe cholery które pół zimy utrzymywały mnie na powierzchni i łubudu - leżymy. Z plusów - tydzień minął szybko, acz tylko dlatego, że od wtorku trwam w swoistym stuporze. Nawet przetaczanie się po matach na jujitsu nie pomogło*.
W efekcie postanowiłem znów w weekend wypiekać, bo to jakoś pomaga. Nawet poszedłem do polskiego sklepu i tam napadła mnie nostalgia. Miejsza już o mąkę kartoflaną, która znalazła się w koszyku nim jesz...
2011-02-06 20:22
Znowu będę ociekał szczęściem. Z góry przepraszam - ostatnio jakoś tak wychodzi i przyznam, że momentami nawet lekko zastanawiałem się nad jakimś dramatem, tragedią, czy choćby w ostateczności chwilą zadumy.
Kolejną zwyżkę endorfin zawdzięczam pewnie wzmożonej aktywności sportowej. Pomijając zwyczajowe hasanie na dystans i siłownię - znalazłem jeszcze branżową grupę jujitsu. Tak - sport którego znakomitą większością jest obłapianie się i przerzucania po matach. Wbrew pozorom rzecz szalenie przy...
2011-02-05 18:21
Kocham muzykę. Ona mnie ewidentnie też. Niestety - o ile ja ją kocham raczej statecznie i mało namiętnie, to z jej strony popada to już w lekką obsesję i stalking. Wszyscy pamiętamy że mieszkałem swego czasu ściana w ścianę z niespełnionym muzykiem rockowym, n'est-ce pas?
Jakby nie było przemrówkowałem* się jakiś czas temu do Promyczka i wszystko było pięknie. Właściwie do wszystko nadal jest pięknie, ale... otóż właśnie: "ale!". Pod nami mieszka, nie żartuję - śpiewaczka operowa. Szczęściem r...
2011-01-30 11:09
Dzisiaj Promyczek Szczęścia obudził mnie gdzieś przed dziewiątą. Radością. Ku własnemu zaskoczeniu po rak kolejny nie odkręciłem mu głowy, by sprawdzić co w środku, a co więcej po pół godzinie wybudzania i rozpracowywania szczegółów "sosiezieje" pobieżyłem zrobić śniadanie.
Z ulubionych zagrań ostatnich tygodni - omlet na ostro. Rzecz stosunkowo prosta, umiarkowanie szyba i dość trudna do zepsucia. A przy tym na pewno pobudzająca.
Szczegóły:
cztery jajka
papryczka chili
pół cebuli
niezbyt wyr...
2011-01-27 20:50
Okres promocyjny. Jakie pól tygodnia temu zapoznałem się z rzeczoną teorią. Otóż podle powyższej idylla w związku trwa jakieś trzy miesiące. Wtedy jesteśmy oczytani, elokwentni, porządni i naturalnie chodzimy na wdechu. Po trzech miesiącach na scenę wchodzą powyciągane dresy, ulubione potrawy i uwolniony z nagła żołądek.
A ja z perspektywy niepełnego kwartału zastanawiam się czy to już. No fakt, dwóch emigrantów szukających szczęścia na obczyźnie pewnie szybko się dogada. Ja jestem szczupły i o...
2011-01-23 19:57
Otóż, jak wspominałem - różnimy się. Nie tylko w temacie trybu życia. Na dobrą sprawę przecież można sobie zostawiać karteczki. Otóż różni na jeszcze rzecz niewymowna, a mianowicie gust.
Ot, powiedzmy sobie szczerze - Maharadża jest generalnie światowy i obyty. Na ten przykład uwielbia kino Felliniego. Ja też Felliniego uwielbiam. Kupiłbym wszystkie kopie jego filmu, co do jednej. I zamknął gdzieś*, co by więcej mnie nie napastował. Albo uznał za Atrybut Ludzkości i wysłał w przestrzeń kosmicz...
2011-01-20 21:29
Otóż, mes cheurs - rozmijamy się! Rozmijamy się straszliwie. Pal licho różnice kulturowe i dobre siedem kilo ryżu które odkryłem ostatnio w kuchni. Otóż nasze zegary biologiczne mają się do siebie jak Berlin do Pekinu. Gdy wieczorną młodą porą zaczynam się lekko rozkręcać, zastanawiając się co przyniesie noc dość szybko otrzymuję odpowiedź - zwłoki. Urocze, moje, ale zwłoki.
Bladym świtem z kolei budzę się zwykle obok osobnika, który poziomem energii zawstydziłby sześciolatka po trzecim espres...
2011-01-16 20:14
Generalnie lubię gotować, zwykle nawet wychodzi. Oczywiście najłatwiej wywrzeć odpowiednie wrażenie sięgając po coś zagramanicznego, bądź też odrobinę fikuśnego. Pamiętam jakim sukcesem był królik w żurawinie który powstał tylko dlatego, iż z niewyjaśnionych przyczyn w lodówce został mi swego czasu królik jeno i żurawina.
Czasem natomiast, szczególnie podczas akcji "przez żołądek do serca" (nawet jeżeli bliżej przez przestrzenie międzyżebrowe) warto sięgnąć do podstaw. Na ten przykład naleśnik...